Raport dnia: 4/5.10.2019

To była chyba najspokojniejsza nocka od początku sezonu – zero opóźnionych przylotów, dwa cargo na początek i kosmicznie długa przerwa. Tak się zaczyna urlop!

Prawie tradycyjne, dwa cargoloty na dzień dobry. Jedyny minus? Deszcz. Może nawet wiać, walić śniegiem, czy być -10 stopni, ale deszcz to najgorszy syf, jaki może ci się przydarzyć na płycie. Trudno powiedzieć czy gorsza jest sążna ulewa, czy wszędzie włażąca mżawka. I to i to jest złe – papiery mokną momentalnie, woda leje się po kadłubie, zostawiasz mokre ślady na dokumentach, nawet będąc w suchym wnętrzu samolotu. Na DHLu ten deszcz jest jeszcze bardziej uciążliwy, bo trzeba wspiąć się po drabinie, aby nadzorować załadunek, a później po tej drabinie zejść. Cała nocka minęła pod znakiem deszczu, z kulminacją na porannej fali. Przestało na chwilę padać tuż po ostatnim, porannym wypchnięciu. Przypadek…?

Cargowe loty mimo deszczu przebiegły ogólnie bez problemów. Podobnie jak późniejsze dwa przyloty. Tak, dobrze napisałem, dwa. Oba po 1:00 – z Gatwick i Liverpoolu. Potem między 2:00 a 5:30 przerwa i poranny wylot o 6:30 do Oslo Torp. Poleciało tam 217 osób i 1681 kg bagaży. Przyleciało z kolei 383 osoby i 929 kg bagażu – w obu przypadkach najwięcej z Gatwick. Dodatkowo wysłałem 5561 kg cargo, najwięcej DHLem.

Przedstawione na blogu treści są prywatnymi opiniami i nie są oficjalnym stanowiskiem firmy Welcome Airport Service.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *