Norwegian

Raport dnia: 1.10.2019

Miesiąc działalności bloga. Nieźle, nie? Szybko zleciało, choć miałem nadzieję, że będę miał trochę więcej czasu na pisanie. Na wtorkowej zmianie nieco się udało, a i sama nie była zła.

Już zapomniałem jak GDN wygląda w świetle dnia. We wrześniu albo ranki, albo nocki, a że dzień coraz krótszy, to takie zmiany są jeszcze trudniejsze psychicznie. Jasno robi się dopiero coś koło 6:00, a z dnia na dzień coraz później. Na ostatniej nocce musiałem używać latarki już na pierwszy samolocie!

Festiwal opóźnień? Nie tym razem!

Popołudnie 1. października, podobnie jak 2. i 3. to miła odmiana. Co prawda to właśnie wtedy dostajesz prętem po żebrach w postaci opóźnień z całego dnia, choć z drugiej strony lepsze to niż siedzenie półtorej godziny o 3 na ranem i czekanie na opóźniony Keflavik.

We wtorek pręta po żebrach nie było. Powiem więcej, było nawet całkiem dobrze. Pierwszy z rejsów, Eindhoven, przyleciał jakieś 20 minut przed czasem i miał spokojnie z półtorej godziny na ziemi przed odlotem (zmiana załogi). Zdążyłem więc w międzyczasie skoczyć pod A220 Air Baltic (większy samolot od Dasha, ale nadal coś koło 40 pasażerów na wylot). Planowo Wizzair do Oslo miał odlecieć o 15:40, co też się stało. Co prawda był jakiś problem z jednym z systemów, ale rozwiązany przed zamknięciem drzwi.

Slot pogodowy, DL84

Jeszcze spokojniej było na Ryanie, który przyleciał z Leeds i także miał zmianę załogi. Gdy nowi przyszli, praktycznie od razu byli gotowi na boarding. 38 minut przed rozkładowym odlotem. W kokpicie ciastka, w kabinie pasażerskiej kawa. Tak się pracuje! Gate planowo zamknięty do Londynu Stansted na 15 minut przed odlotem, na schodach do samolotu nikogo (rzadkość). Pokład zamknięty na jakieś 10 minut przed odlotem, jednak biedak złapał slota na 18:18 (18 minut po rozkładowym czasie odlotu). Z powodu złej pogody na Wyspach, trzeba było nieco odetkać lotnisko i strefy powietrzne. Udało się go wypchnąć zaledwie dwie minuty po czasie, bowiem slot się nieco poprawił.

Trzeci Wizzair, z Trondheim do Aberdeen to rasowa rotacja. Przyleciał nieco przed czasem, w planie miał komplet pasażerów i chyba już tradycyjnie do Aberdeen, bagaż na Stand-By (oczekujący na miejsce w samolocie dla swojego właściciela, bezpańska torba nie może ot tak polecieć). Na szczęście po zamknięciu odprawy, zostało jedno wolne miejsce i pasażer, jak i jego bagaż, odlecieli. Wylot idealnie o czasie, uwag brak.

Nor Szatan

I na koniec czerwony nosek, za którym bardzo się stęskniłem. Ostatni raz Norwegiana obsługiwałem… w sierpniu? Kompletnie nie pamiętam go z września. Jeżeli nie ma niespodzianek pokroju broni, zwierzaków, czy źle złożonych wózków inwalidzkich, to Norwegian jest chyba najprzyjemniejszą linią jaka do nas lata. Nie najłatwiejszą, bo taki jest SAS, ale bardzo gładko i sprawnie obsługuje się także Norwega (zwanego potocznie Nor Szatan, z powodu swojego kodu wywoławczego, Nor Shuttle). Na wtorkowym Norwegu dwie niespodzianki – cargo na wylot (85 kg na palecie, na szczęście małej, więc wszystko zmieściło się w luku nr. 1) i brak tankowania. Kapitan uznał, że 6,7 tony, które ma na sobie, starczy mu do Oslo. Starczyło, sprawdziłem.

Przed zamknięciem pokładu niezgodność – do załogi dotarła informacja o 158 pasażerach, a nie faktycznych, 159. Wśród danych do wyważenia, nie wiedzieć dlaczego, nie dodał się członek załogi Norwegiana, podróżujący jako pasażer, mimo że potwierdziliśmy go w gate. Po chwili doszła poprawka i samolot zamknął się na 7 minut przed odlotem. Offblock o 21:57 i był to jedyny mój tego dnia odlot przed czasem.

Dwa zloty i wyścig Ryanów

Na koniec tradycyjne przyloty na nocowanie. Pierwszy to Stansted, który wcześniej wypuszczałem, a drugi to… Aberdeen, który również wysyłałem z Gdańska! Ryan przyleciał trochę przed czasem, tuż przed przylotem Edynburga i idealnie w początek ulewy. Padało z 10 minut, ale treściwie. Załoga zeszła z samolotu już po deszczu (cwaniaki), ale lało tak sążnie, do tego z wiatrem, że cała ściana od wejścia do samolotu była mokra. Dosłownie lało się z niej, a dywan można było wyżymać.

Dlaczego wspomniałem o Edynburgu? Bo załoga ze Stansted ścigała się z nimi o to, kto pierwszy będzie w crew roomie po przylocie. Wygrał mój Stansted – gdy byli już w drodze do biura, załoga z EDI dopiero schodziła z samolotu na kontrolę paszportową (tak, załogi też są jej poddawane). Druga załoga, którą przyjmowałem na nocleg, z Aberdeen, również przeszła na kontrolę paszportową, z tym że bliżej niej już nie mogli zaparkować. Wejście do strefy przylotów non-Schengen jest centralnie przed stanowiskiem nr. 25. A gdzie stanął HA-LPO z Aberdeen? Na stanowisku 25! Po nim raport dla lidera, zdanie fury i radia i ciach, do domu!

Ogólnie przyjąłem do Gdańska 1049 pasażerów (najwięcej z Eindhoven), 4620 kg bagaży (najwięcej z Oslo) i 6 kg cargo ze Stansted. Wypuściłem 690 osób (najwięcej do Aberdeen), 3810 kg bagaży (najwięcej również do Aberdeen) i 85 kg cargo do Oslo. I z tego co podpowiada mi moje fotoarchiwum, obsłużyłem pierwszego swojego Norwegiana od końca lipca… jest to w sumie realne…

Przedstawione na blogu treści są prywatnymi opiniami i nie są oficjalnym stanowiskiem firmy Welcome Airport Service.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *