koronawirus - reakcja lotnictwa

Latanie po koronawirusie

Od dziś, czyli od 1. czerwca wracają loty krajowe po Polsce, póki co tylko w wykonaniu PLL LOT. Loty międzynarodowe mają, podobno, stopniowo ruszać od połowy miesiąca. Latanie po koronawirusie nie będzie jednak takie samo – mniej lotów, brak części tras, a w branży obniżki pensji, zwolnienia i bankructwa.

Po dwumiesięcznym zastoju, wracam do pracy operacyjnej już jutro (2.06). Co prawda nadal nie dzieje się wiele w przypadku Welcome w większości portów lotniczych w Polsce. Jak wiecie, LOTu w Gdańsku nie robimy. Loty krajowe więc mnie zawodowo niewiele obchodzą. Oczywiście jako fan lotnictwa mam od rana banana na gębie na widok typowego Dasha prującego do Stolicy z pasażerami. Niestety, jak to z lotnictwem bywa w ostatnim czasie, padło ofiarą głupoty polityków. Na usprawiedliwienie dodam, że nie tylko naszych. Latanie po koronawirusie już jest zupełnie inne. W wielu przypadkach jednak te zmiany są bezcelowe, lub wręcz głupie.

Wracają loty krajowe

Poniedziałkowy poranek w Warszawie, a później także w Krakowie, Gdańsku, Rzeszowie, Szczecinie, Poznaniu, Zielonej Górze i we Wrocławiu rozbrzmiał dźwiękiem silników Dashy, Boeingów i Embraerów LOTu. Pierwszy raz od 15. marca możliwe są komercyjne loty krajowe w Polsce. Poza lotami z Warszawy (maksymalnie raz lub dwa razy dziennie, jedynie do Gdańska trzy rejsy w ciągu dnia) rusza też połączenie Kraków-Gdańsk. Ryanair póki co nie wznawia lotów krajowych, głównie ze względu na brak innych lotów, oraz ich małą częstotliwość (raz na dwa dni).

loty po koronawirusie
Bombardier Dash Q-400 Polskich Linii Lotniczych LOT

Na lotach krajowych, podobnie jak w innych środkach transportu zbiorowego, obowiązują nas konkretne obostrzenia. Część z nich niestety, nie ma do końca racji bytu, lub jest oparta o niewiedzę decydentów. O nich jednak nieco później.

Normalnie lata cargo lotnicze, sporadycznie odbywają się też loty ad-hoc, także międzynarodowe. Loty prywatne, general aviation, czy specjalne również mogą się odbywać, jednak w Polsce nie stanowią one dużej części ogółu przewozu pasażerskiego. Na loty międzynarodowe trzeba jeszcze trochę poczekać.

Kiedy polecimy za granicę?

Teoretycznie od połowy czerwca. W praktyce nie jest to tak jasne i pewne. Już kilkukrotnie rząd wydłużał zamknięcie granic, kompletnie ignorując fakt, że nie da się z dnia na dzień wprowadzać obostrzeń w transporcie lotniczym. LOT, który jeszcze wczoraj deklarował wznowienie lotów międzynarodowych od 15. czerwca, teraz zmienił datę na 19. czerwca. Wizzair praktycznie od dnia zniesienia zakazu ma stopniowo otwierać połączenia, Ryanair zrobi to od lipca.

Nadal nie wiadomo dokładnie co z czarterami. Większość państw nadal ogranicza wszelką aktywność wypoczynkową, a niektóre wręcz, tak jak przykładowo Grecja, zabraniają części obywateli innych krajów wakacji u siebie. Co więcej, loty międzynarodowe będą mogły być realizowane póki co tylko w ramach Unii Europejskiej, krajów strefy Schengen i Wspólnoty Europejskiej. Polecimy więc między innymi do Norwegii, na Islandię, czy do Szwajcarii. Z kolei wakacje w Jordanii, Tunezji, czy Egipcie jeszcze przez jakiś czas będą niemożliwe.

Latanie po koronawirusie prawie na pusto

COVID-19 to jeden z największych kryzysów ostatnich dekad i nadal realne zagrożenie epidemiczne. Zrozumiałe jest więc dalsze obowiązywanie obostrzeń. Część z nich jednak nie ma większego sensu, lub jest wręcz celową próbą jakiegoś sztucznego ograniczania transportu lotniczego.

Terminale świecą pustkami i nie prędko będą tak zatłoczone, jak w zeszłym roku. Z jednej strony zasady dystansowania społecznego nadal będą obowiązywać, z drugiej jednak branża lotnicza nadal będzie liczyć straty. Będą jednak nieco mniejsze niż w kwietniu, czy maju.

Obostrzenia na lotniskach będą większe niż w innych miejscach, które znamy. Zaczynając od pomiaru temperatury na wejściu do terminala, a na zakazie wejścia dla osób nie będących pracownikami lub pasażerami skończywszy.

latanie po koronawirusie - ULC
Zalecenia i obostrzenia ULC i GIS w związku z pandemią koronawirusa. Źródło: Urząd Lotnictwa Cywilnego

Maseczka jest obowiązkowa na każdym etapie podróży – od wejścia do terminala, do opuszczenia go na lotnisku docelowym. Podobnie jak dystans społeczny, czy częsta dezynfekcja rąk. Nie do końca uzasadnione jest ograniczanie bagażu, przynajmniej z perspektywy operacji lotniczej. Jeśli założeniem było zmniejszenie ilości pracowników koniecznych do obsługi rejsu, to miałoby to sens.

Najwięcej kontrowersji w branży budzi jednak obostrzenie oddziałujące bezpośrednio na linię lotniczą. Zakłada ono bowiem ograniczenie ilości miejsc w samolocie o połowę. W praktyce nakazuje więc zablokowanie co drugiego fotela na pokładzie. Z punktu widzenia autokaru, czy pociągu może to mieć jakieś znaczenie. W samolocie jednak system cyrkulacji powietrza praktycznie uniemożliwia roznoszenie się wirusów drogą kropelkową. Dodatkowe ustawienie nawiewu na każdego pasażera, lub tuż przed nim, tworzy dodatkową barierę. Powietrze w kabinie samolotu jest wymieniane co 2-3 minuty, a system filtrów dodatkowo je oczyszcza. Paradoksalnie więc, to właśnie pełny pasażerów samolot jest najbezpieczniejszą dla nich opcją podróży. A na pewno mniej niebezpieczną z punktu widzenia epidemiologicznego niż przedziałowy pociąg, czy całodniowa jazda autokarem.

Handling kontra koronawirus

Redukcje etatów i obniżki pensji dotknęły chyba każdą gałąź lotnictwa – od załóg latających, a skończywszy na obsłudze naziemnej. W kwestii ilości personelu można mówić o cofnięciu się praktycznie całej branży o dobre 4-5 lat. Taka też najpewniej będzie recesja w ilości pasażerów w końcówce obecnego i przez większość następnego roku. Ilość pasażerów wynieść ma jesienią i zimą 2021 około 60% ich ilości z analogicznego okresu w 2019 roku.

Podejmowane są działania, mające zmniejszyć kontakty między obsługą a klientem. Poza przyłbicami, maskami i rękawicami na Check-Inach, czy w gate, zalecane są odprawy online. Agenci PRM nie będą mogli korzystać z przyłbic z powodu bezpośredniej pracy z pasażerem. W grę wchodzą tylko maski. Dodatkowe środki ochrony i dystansu społecznego dla części płytowej nie będą zbytnio wprowadzane – większość z nich, jak maski czy płyny do dezynfekcji są już wprowadzone. Zmiany dotyczą głównie ekip sprzątających. Tu poza maskami pojawią się też fartuchy foliowe, oraz okulary, podobnie przy serwisach asenizacyjnych. Samoloty będą dodatkowo odkażane i dezynfekowane. Część lotnisk ma między innymi oferować ozonowanie, lub uruchamianie na noc rozpylacza mgłowego ze środkiem wirusobójczym.

Przyszłość lotnictwa

Część przewoźników zakłada, że branża zacznie notować wzrosty w stosunku do 2019 roku dopiero w 2023 roku. Jest to wariant mocno pesymistyczny, ale nie nierealny. Są jednak dwie wersje tego, co może zdarzyć się później. Latanie po koronawirusie może wrócić do stanu sprzed epidemii, a liczba pasażerów będzie rosnąć mniej więcej w takim samym tempie jak przed 2020 rokiem.

Jest też wariant ekspansji “po trupach”. Część linii może nie wytrzymać kryzysu i zwyczajnie zbankrutować. W ich miejsce szybko wskoczą tanie linie, które paradoksalnie najlepiej mają przejść przez koronakryzys. Już teraz Wizzair zapowiedział znaczną ekspansję, niestety polskie bazy czeka recesja. Ryanair nie podejmuje póki co większych kroków, ale jest to pewnie kwestia czasu. EasyJet jest w kolei w odwrocie, a los Norwegiana jest niepewny.

 

Pewne jest jedno – branża wyjdzie z kryzysu silniejsza niż kiedykolwiek. Obostrzenia miną, ale zmienią się procedury. Nowe technologie zapobiegną takim zdarzeniom w przyszłości. Oczywiście jeśli odpowiedni ludzie zrobią to, co należy.

We are aviation!

Przedstawione na blogu treści są prywatnymi opiniami i nie są oficjalnym stanowiskiem firmy Welcome Airport Service.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *